Pokazywanie postów oznaczonych etykietą diy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą diy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 sierpnia 2018

złote skarpetki i latający dywan

Zawsze trzeba mieć oczy dookoła głowy. Niewinny spacer z psem może wiązać się z kolejną zmianą
w mieszkaniu. Gdy nagle twoim oczom ukaże się on... i już wiesz, że masz tylko chwilę na zorganizowanie pomocy i zabranie go do domu. Zawistne spojrzenia już rzucają w twoja stronę tak samo szaleni przechodnie jak ty. Zarażeni miłością do staroci i odnawiania, gotowi wyrwać ci zdobycz z rąk jeżeli szybko nie zaklepiesz, że to twoje i tylko ty zaopiekujesz się tą meblarską perełką.
A kto się spóźnia ten traci. 
Także mąż choć niechętnie zaoferował swoje mięśnie i przytaszczył mi to cudo do domu, a potem się zaczęło ciągłe szukanie, bo gdzie ma błyszczeć ta perełka. 
Stanęło na przedpokoju. Teraz tylko porządne czyszczenie i leciutkie naprawy. Zdecydowałam się zostawić go w jak najmniej zmienionej formie. Tylko nóżki trzeba było lekko odświeżyć. Szczerze powiedziawszy nie miałam siły na porządne ich naprawianie. Zdecydowałam się, więc na przykrycie uszkodzeń złotą farba w sprayu i tak powstały błyszczące skarpetki. Nawet mąż przyznał, że warto było go taszczyć do domu, bo skubaniec świetnie tu wygląda. 
Zwłaszcza jak wylądował przed nim nasz nowy latający dywan (zakupiony razem z tym z dużego pokoju w TK Maxx).
Bardzo lubię ten nasz retro kącik, Kodi również:)








Trzymajcie się i do następnego :)

środa, 24 stycznia 2018

rozjaśniam

Jakoś tak ostatnio wzięło mnie na metamorfozy i każda zmierza tylko w jedną stronę, a mianowicie rozjaśniam. Wszystko co ciemne i smutne chcę przemalować. I tak ofiarą moich silnych pragnień rozweselania świata padł teraz stolik kawowy. Jego historię chyba wam już opisywałam, oczywiście został upolowany i odrestaurowany. Do tej pory pamiętam jego zapach, niebrzydki, ale jednoznacznie kojarzący się z zakrystią. Kadzidło i te sprawy. Został wówczas porządnie zeszlifowany i pomalowany na ciemny odcień (rustykalny dąb). Sprawdzał się u mnie długo, ale ostatnio biedaczek stale przyciągał mój wzrok i znowu poczuł szorstkość szlifierki. Po wielu, wielu, wielu godzinach szlifowania
i wyrzucania sobie, że jak zwykle się wkopałam i po co mi to było (brzydkie słowa z grzeczności pominę) delikatnie go przetarłam białą bejcą i polakierowałam z połyskiem. Teraz lepiej pasuje do ukochanego kilimu.
Na poniższych zdjęciach zauważycie jeszcze dwa silnie przyciągające wzrok elementy.
Pierwszy to futrzana poduszka, tak jest różowa. To przejaw mojego nowego zaburzenia. Ciężko mi się do tego przyznać, ale na nowo pokochałam róż. Boję się, że wpadnę w maleńką obsesję, no ale będziemy się martwić później.
Drugi przyciągający wzrok element to mój psiak Kodi Kodiński. Naprawdę nie chciałam, żeby był na prawie każdym zdjęciu, ale nie da się go wykurzyć. Chłopak kocha aparat i marzy mu się wielka kariera w mediach społecznościowych;) Musicie mu wybaczyć to parcie na szkło.

Co myślicie o tej przemianie?












poniedziałek, 15 stycznia 2018

żegnamy czerń, witamy zieleń

Tak wiem, nadal wymaga dopracowania.
Zapewne zauważyliście wszystkie niedociągnięcia, ale specjalnie ich teraz nie wyliczę, aby nie  zwracać na nie waszej uwagi. Jestem ich świadoma i już wkrótce je poprawię.
Obiecuję:) Jedak najważniejsze już za mną, a mianowicie zmiana koloru.
 CZERŃ ZNIKNĘŁA!!!
I tutaj wszyscy słyszymy fanfary na cześć nowego koloru, a właściwie kilku kolorów, bo na szafce mamy jasną szarość, niebieskawą szarość i szarawą zieleń:)
O tym, że zabrałam się za przemalowywanie szafki w przedpokoju pisałam już kilka postów wcześniej, to moja pierwsza przerabiana szafka z płyty. Bałam się czy farba będzie dobrze trzymać, ale po delikatnym zeszlifowaniu i kilku cienkich warstwach farby do drewna i metalu, jest odporna na zarysowania. Przyznam szczerze, że to była chyba moja najdłuższa metamorfoza mebla, farba bardzo długo schła i wszystko zajęło wiele dni, ale było warto. Nowe kolory mnie urzekły i mam ochotę dalej odmieniać mój troszkę pomijany dotychczas przedpokój.






środa, 27 grudnia 2017

Ćma

Już po świętach:)
Ja moje spędziłam bardzo owocnie, gdyż nie tylko spotkałam się z najbliższymi i zjadłam mnóstwo pyszności, co teraz trochę odpokutuję, ale również zebrałam siły i znalazłam czas na moje małe makramowe co nieco:)
W pierwszy dzień świąt kiedy jeszcze wszyscy smacznie spali poczułam silną potrzebę tworzenia, także zapas sznura w domu i kolekcja zbieranych na spacerze badyli, przydała się w nagłym ataku niepohamowanej kreatywności.
Kiedy tworzę moje makramy, nie mam żadnego planu co do efektu końcowego. Wzory układam spontanicznie, dobierając je na bieżąco. Dlatego czasem, jak i w tym przypadku, dopiero po kilku ostatnich dotknięciach, dostrzegam makramę jako całość i nieraz jestem mocno zaskoczona efektem końcowym. Nazwanie makramy nie sprawia mi wówczas żadnego problemu. Pod koniec dnia ćma sama ukazała się moim oczom.
Co o niej myślicie?







wtorek, 22 sierpnia 2017

lustereczko powiedz przecie...

Apetyt rośnie w miarę jedzenia, to znana wszystkim prawda i ze mną jest tak samo. Zrobiłam już dwa lusterka dmuchawce i poczułam się trochę pewniej. Szybko zapomniałam o poparzonych klejem na gorąco palcach, pobrudzonym stole i dwóch zniszczonych lusterkach.
 Także ochoczo zabrałam się do kolejnego rękodzieła. Odpaliłam tv, zrobiłam dobrą herbatę
 i po dwóch godzinach trudu i walki z materią powstało małe, śliczne lustereczko i chociaż palce znowu poparzone, to jestem bardzo zadowolona z efektu.
Zostało mi jeszcze trochę lusterek i kilka zdrowych palców, więc nie jest to jeszcze temat zamknięty.



Do zrobienia lusterka wykorzystałam ozdobę do kwiatów w formie skręconego patyczka. Po jego rozpleceniu uzyskałam spiralę, którą pocięłam na małe półpierścienie. Następnie do wyciętej na kształt lusterka tekturki przykleiłam je klejem na gorąco w dwóch warstwach. Na wierzch przykleiłam lusterko, zakupione kiedyś w PEPCO. Wokół brzegu lusterka przykleiłam wygięty
i opleciony naturalnym sznurkiem patyczek, który zasłonił ewentualny wyciek kleju.

Tak wygląda rozpleciona ozdoba do kwiatów, dostępna kiedyś w Ikei.



A to wcześniejsze dzieła ;)




poniedziałek, 3 lipca 2017

wiszące ogrody

Moja mania przesadzania, rozsadzania i dosadzania nadal trwa. Teraz do mojego małego ogródka
w sypialni dołączyły wiszące kwietniki ze słoiczkami, a w nich sadzonki kliwi. Sam kwietnik zrobiłam ze zwyczajnego sznurka naturalnego, a słoiczki można kupić z całkiem smaczną zawartością w Biedronce. Potem to już tylko chwila skupienia podczas wiązania kwietników i już mamy gotową dekorację, która dodatkowo czemuś służy. Oczywiście lepiej by było gdybym na dno słoiczka nasypała odrobinę jasnych kamyczków. Całość nie tylko wyglądałaby dużo ładniej, ale również rośliny lepiej by się czuły. Teraz muszę uważać żeby ich nie przelać, bo nie mają odpowiedniego drenażu. Także z kamykami byłoby lepiej, no ale jako człowiek wybitnie niecierpliwy, musiałam je mieć natychmiast i nie wchodziło w grę wyjście na dodatkowe zakupy po trochę białego żwiru.
Także teraz są takie, może za jakiś czas lekko je zmodyfikuję.
Koszt wykonania dekoracji to 0 zł gdyż wszystko miałam już w domu. Takie diy lubię najbardziej:)






środa, 28 czerwca 2017

Co się nie da, jak się da

Nie jest idealne, jednak bardzo się cieszę, że podjęłam wyzwanie. W sumie to jestem z siebie nawet trochę dumna, no może bez przesady, nie był to jakiś wyczyn, ale mogę czuć satysfakcję
z wykonanej pracy. 
Od dawna choruję z miłości do luster w stylu boho. Moje ukochane to takie z wiklinową ramą,
w formie słońca lub monstrancji. Jednak co tu kryć ich ceny są bardzo wysokie. Te, które znajdowałam gdzieś w tańszych sklepach, nie do końca były tym czego szukam.
Pewnego dnia w Pepco trafiłam na zestaw samoprzylepnych luster za 10 zł. Pomyślałam, że może warto spróbować i pobawić się trochę w DIY. Kiedy kupiłam lusterka wszystko potoczyło się już bardzo szybko. Karton jako podkład, patyczki do szaszłyków i klej na gorąco. Dostałam nawet trochę złotej farby od koleżanki. Ostatecznie zrobiłam dwie ramy jedną w naturalnym kolorze, drugą złoconą. Pierwsze lustro nie wyszło idealnie, ale drugie jest już dużo lepsze. Jeżeli macie ochotę wykonać takie dla siebie, to opisuję krok po kroku jak je zrobić.






Do wykonania lustra potrzebujemy: lusterko, karton, klej na gorąco, patyczki do szaszłyków, nożyczki. ołówek.
1. Przyklejamy lusterko do kartonu.
2. Dookoła lustra rysujemy koło o promieniu o 1 cm większym od samego lustra.
3. Wycinamy koło z tektury.
4. Decydujemy jakiej długości chcemy wykorzystać patyczki, czyli krótko mówiąc jak szeroka ma być nasza rama.
5. Przycinamy wszystkie patyczki na odpowiednia długość.
6. Klejem na gorąco przyklejamy patyczki do tektury, zachowując odstęp kilku milimetrów od lustra (jeżeli tak jak ja mamy lusterka z Pepco z dodatkowym lustrzanym pierścieniem) lub bezpośrednio przy lusterku.
7. Jeżeli mamy dodatkowy lustrzany pierścień przyklejamy go teraz tak aby zakryć końce patyczków przy lusterku.
8. Na koniec możemy pomalować nasze patyczki i dodatkowo na przykład za pomocą sznura przykryć połączenie pomiędzy lustrem a patyczkiem.










Ponieważ w paczce było kilka luster, zamierzam zrobić jeszcze parę ram. Ambitny plan to zrobienie ramy z okorowanych patyków zebranych gdzieś w parku. Najpiękniejsze byłyby te zebrane na plaży, no ale to nie w tym  roku;)

Mam nadzieję, że wam się podoba.
Pozdrawiam serdecznie J.

niedziela, 30 października 2016

coś na rozweselenie - DIY

Szaro, buro i zimno... brrr
Szybko spada nam samopoczucie. Jak sobie poprawić humor?
 Oczywiście sposobów jest wiele;) 
Dzisiaj proponuję wam małe DIY. 
Wesoły breloczek z filcu. 
Aby było jeszcze weselej instrukcję jego wykonania postanowiłam wam narysować,
więc już nic nie mówię tylko zachęcam do szycia. 
Pozdrawiam J.