Pokazywanie postów oznaczonych etykietą salon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą salon. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 października 2018

jesienne umilacze

Jesień - lubię w niej delikatne ochłodzenie i nieśmiałe słońce podbijające czerwień liści, szelest podczas spaceru i ciepło szalika w kratę.
Kocham w te dni opatulona w koc, z  kubkiem gorącej herbaty w dłoni, zapadać się w moją kanapę. Ta miękkość zasysa mnie, a ja poddaję jej się z łatwością. Daje mi jawne przyzwolenie na bezwstydne nicnierobienie. Nie ma takich chwil wiele, ale jak już się pojawiają to celebruję je z wielką zawziętością.
Moje mieszkanie też już przygotowuję do jesieni. Wybieram naturalne drewno, rudości i boho poduszki. W długie wieczory powróciłam do plecenia makram i tak powstała moja nowa poduszka.
Cieszę się z tych krótkich chwil i staram się korzystać ze wszystkich słonecznych dni, przecież już za rogiem czai się zima, no ale od czego mamy hygge ;)















niedziela, 12 sierpnia 2018

taka nowość


Jak większość osób piszących o swoich przygodach (bardziej lub mniej poważnie) z urządzaniem własnych  czterech kątów, jestem wielką zwolenniczką poszukiwania łupów na olx.
Mam kilka perełek, które tam właśnie upolowałam. 
Nawet psa mam z publikowanego tam ogłoszenia :)
Pamiętacie mój piękny, kolorowy kilim? On też został tam upolowany i kocham go bardzo, ale od początku miałam z nim problemy. Uporałam się z plamami, zaszyłam kilka pęknięć, a ostatnio  doszyłam też frędzle na jego końcach. Niestety po pewnym czasie zaczął się rozłazić w kilku miejscach. Co chwilę musiałam go zszywać i ratować. Frustrowałam się strasznie. W końcu się poddałam. Zapakowałam go w worek i do szafy, poczeka tam sobie na lepsze czasy, może kiedyś po dopieszczeniu znajdzie swoje miejsce na ścianie. Na podłogę już nie wróci, jest już stary i bardzo  delikatny.
Do niego trzeba podchodzić z szacunkiem:) 
Po domknięciu drzwiczek szafy zaczęło się wielkie poszukiwanie, co w zamian? Wiedziałam, że przy ograniczonym budżecie, łatwo nie będzie. Wiedziałam też, że ma to być kilim we wzory, najlepiej
z odrobiną różowego i pomarańczowego. 
Nie uwierzycie, ale znalazłam coś co spełniło moje kryteria w 90 %. Po pierwsze cena to 170 zł (mieścił się w budżecie), po drugie mamy upragnione wzory, a po trzecie jest i róż. Pomarańczowego mi brakuje, ale mam już pewien plan, jak się przyjrzycie to we frędzlach już dodałam kilka pomarańczowych i różowych nitek:) 
Najlepsze jest jednak to, że kupiłam go nie wychodząc z domu, przez telefon. 
Wyglądało to mniej więcej tak:
dzwonię do siostry:
- hej Ola jedziemy do M1? -wyskoczyłam z propozycją
- haha, ja już tu jestem:)
- ooo to może zajrzyj mi do TKMaxxa, czy pojawiło się coś ciekawego na dywanach
- ok wyślę ci mmsa.
Kilka zdjęć później decyzja zapadła i siostra zakupiła dla mnie to cudo:)
Mało tego, dodatkowo wybrałam też wzorzysty chodnik do przedpokoju, ale jego pokażę Wam innym razem, tam też zaszły duuuże zmiany. No dobra uchylę rąbka tajemnicy... znienawidzona szafa usłyszała wreszcie pa pa;)

Trzymajcie się i dajcie mi znać co myślicie o nowym kilimie:)
Pozdrawiam J.








czwartek, 21 czerwca 2018

czerwcowa sukienka

Nie szata zdobi człowieka.
Prawda, ale wnętrze zdobi już jak najbardziej. Ostatnio coraz częściej spotykam w sieci zdjęcia,
 w których jako element dekoracyjny w pomieszczeniu występują właśnie wyjątkowe, ciekawe, barwne ubrania. Najczęściej sukienki, gdyż wiążą się również z jakąś tęsknotą za tym co ultrakobiece, piękne w sposób oczywisty. Dodają nutkę romantyzmu.
U mnie tak na chwilę, bardziej w formie eksperymentu, pojawiła się bawełniana, letnia sukienka. Nowa, a już ukochana. Uważam, że pięknie wygląda w otoczeniu moich koszy i roślin. Nie będzie tu wisieć zbyt długo, gdyż ją akurat zdecydowanie wolę nosić niż podziwiać, ale sama mam w szafie takie cuda, których jeszcze nigdy nie włożyłam (chyba każda kobieta ma takie skarby) i może trzeba rozważyć ich wyeksponowanie. Kapelusze już wiszą :) Co będzie następne...














wtorek, 10 października 2017

historia jednego koszyka

To najlepszy dowód na to, że nasze wnętrzarskie łupy możemy znaleźć wszędzie. Mój koszyk potocznie w domu zwany purchawką lub bochenkiem zauważyłam przypadkiem w oknie jednej
z przycmentarnych kwiaciarni. Stał obok sztucznych kwiatów i zniczy. Rzucił mi się od razu w oczy, gdyż pasował tam jak przysłowiowy kwiatek do kożucha. Było to wieczorową porą, więc kwiaciarnia była już zamknięta. Kilka dni później kiedy przejeżdżałam w jej pobliżu autobusem, zauważyłam że koszyk nadal stoi w wystawowym oknie. W sekundę podjęłam decyzję o tym, że wysiadam na najbliższym przystanku i idę mu się przyjrzeć z bliska. Po przekroczeniu progu kwiaciarni doznałam lekkiego szoku, gdyż było tam po prostu wszystko. Mnóstwo malutkich, drewnianych figurek, misek, tajemniczych pudełek, a nawet bęben. Kwiaciarka była uroczą, starszą panią, która widząc moje zdziwienie i oczy jak dwa spodki zaczęła się tłumaczyć. Powiedziała, że nie umie sobie odmówić
i jak jest gdzieś w hurtowni albo na giełdzie to zawsze przywiezie jakiś śmieszny drobiazg. Okazała się wspaniałą rozmówczynią i długo jeszcze rozmawiałyśmy o jej zmarłym niedawno mężu, remoncie, po prostu o życiu.
Koszyk kosztował tylko 37 zł i stał się piękną ozdobą pokoju, a zabawki mojego psiaka znalazły wreszcie swoje miejsce:)






Pozdrawiam Jagoda:)

czwartek, 7 września 2017

Święta prawda

 - ale ty chcesz mieć taką ścianę jak wszyscy, czy ładną?
- no ładną,
- a no właśnie.

Święta prawda. 
Ten krótki dialog pomiędzy mną a siostrą (i to siostra jest tutaj tą mądrzejszą) to najlepsze odzwierciedlenie rozterek wnętrzarskiej maniaczki, która łatwo może się pogubić w nawale inspiracji. Zapomnieć o tym czego chce, z czym jej dobrze i popaść w pogoń za tym co modne. Siedzimy po uszy zanurzone w czasopismach wnętrzarskich i nałogowo przekopujemy instagramowe inspiracje.
Od ich natłoku można się pogubić, na chwilę stracić z oczu nasz cel. To w jakim wnętrzu chcemy żyć, jakimi przedmiotami i kolorami się otaczać, w czym najlepiej się czujemy. Czy nasza ściana naprawdę musi mieć odcień zieleni widoczny na wszystkich instagramowych profilach, czy może zostać przy żywszym, jaśniejszym kolorze, skoro czujemy się z nim bardzo dobrze.


 To co oglądamy, czym się inspirujemy nas kształtuje, kieruje naszymi decyzjami
i bardzo dobrze. Dzięki temu jesteśmy odważniejsi, bardziej kreatywni
i wprowadzamy do naszych polskich bloków więcej polotu i świeżości. Ale co jeżeli, inspiracja staje się wiernym kopiowaniem, kiedy kreatywność zaczyna być zwyczajnym powielaniem wzorca?
Granica jest bardzo cienka. 


Zanim zrobisz domową rewolucję prześpij się ze swoim nowym, szalonym pomysłem, który urodził się w twojej głowie pod wpływem genialnego zdjęcia w czasopiśmie. Może za parę dni ta zmiana nie będzie już taka nęcąca. Wiem jakie to trudne, bo sama jestem w gorącej wodzie kąpana, ale ta zasada naprawdę się sprawdza i warto się trochę wysilić. 



Mój salon, a właściwie lepiej się czuję nazywając go po prostu dużym pokojem, to wypadkowa wielu składowych. Tego co miałam już przed przeprowadzką, tego co upolowałam na serwisach internetowych i zwyczajnie tego na co było mnie stać. Całość ładnie łączy biel i kolor w dodatkach.
I tutaj biję się w pierś, bo jestem świadoma tego, że i u mnie można z łatwością dopatrzeć się powielanych wzorców. Najprostszy przykład: ikeowa poduszka, którą wdziałam już na milionach zdjęć, ale ją akurat uwielbiam i mam w nosie to, że nie wykazuję się tutaj jakąś wielką oryginalnością. Bliski mojemu sercu jest też modny ostatnio styl modern boho. W pokrewnych mu stylach zakochana jestem tak naprawdę już od wielu lat, ale wcześniej nie miałam odwagi wprowadzać ich do swojego wnętrza. Teraz zaczynam pomału przemycać delikatne, lecz charakterystyczne akcenty.
Także śmiało się inspiruję , ale równocześnie staram się zachować przy tym zdrową równowagę. Utrzymać w tym wszystkim siebie.
Reasumując ściana zostanie bez zmian:)

A teraz kończę ten mój wywód i po prostu zapraszam was na spacer po moim dużym pokoju.
















poniedziałek, 24 lipca 2017

poszukiwanie ideału.

Często, bardzo często wręcz, muszę korzystać z półśrodków. Kombinować i szukać okazji. 
Marzą mi się piękne stylizacje w domu, które podziwiam w czasopismach oraz zagranicznej
 i polskiej blogosferze. Niestety wielka kariera i ogromna gotówka jeszcze przede mną;) teraz mam pracę, którą kocham i cieszy mnie to. Jednak to co podoba mi się najbardziej zazwyczaj sporo kosztuje, więc kiedy gonię za ideałem wykorzystując półśrodki i odkrywając drzemiące we mnie potencjały artystyczne, czasami zwyczajnie coś się nie udaje albo nie do końca mnie satysfakcjonuje. Tak się dzieje, kiedy zamiast po prostu pójść i kupić to co nam się zwyczajnie podoba, próbujemy znaleźć coś podobnego w dużo niższej cenie albo porywamy się na diy.

Jednak przyznam wam się szczerze, że dla mnie jest to o wiele atrakcyjniejsze
i przynosi zdecydowanie więcej radości, a przede wszystkim zazwyczaj podczas poszukiwania ideału znajduję nowe, ciekawsze dla mnie rozwiązania.  


Przykładowo zmieniam kolor ściany, decyduję się na odważną zieleń i chociaż marzy mi się tak naprawdę piękny i głęboki jej odcień, to wychodzi coś zdecydowanie żywszego. Nie załamuję się tylko zaczynam zabawę w dekorowanie. Szukam rozwiązań, które trochę uszlachetnią wystrój pokoju. Kupuję poduszki o głębokim kolorze granatu, grafitowy pled, szukam luster i stawiam na rośliny.




Do tego marmurowy plakat, zrobiony z papieru prezentowego. 


Przez to dla mnie żaden pokój nigdy nie jest skończony, bo zawsze można jeszcze coś ulepszyć, poprawić. A granat, marmur i kaktusy pomału przechodzą z sypialni do dużego pokoju i tu już widzę ich piękne połączenie z różem i złotem:)







W sypialni mam jeszcze dużo pracy, ale już widzę w wyobraźni efekt końcowy. Połączenie urban jungle w wersji łagodnej z odrobiną szyku. Będzie pięknie, a jak nie będzie to znowu coś zmienię. 
W końcu chodzi o to, żeby się tym bawić.

PS zostały mi jeszcze kupony o wartości 50 zł na zakupy na stronie uwalls. Jeżeli jesteście zainteresowani napiszcie na wymarzonemieszkanie1@gmail.com