Dzisiaj bardziej romantycznie. Taki nastrój:)
Zbliżamy się do dnia naszego ślubu i czas zaczął niemiłosiernie przyspieszać.
Z jednej strony powoduje to pewną nerwowość, z drugiej zaczynam się już cieszyć małymi drobiazgami, które udało nam się załatwić. Do tych przyjemnych rzeczy zaliczam zaproszenia. Jedno z nich zostało wyeksponowane na naszej półce i wprowadza do wnętrza odrobinę romantycznego nastroju. Wpłynęło to również na pojawienie się innych dodatków. Moje oczy cieszą gałązki gipsówki w słoiczku i gablotka z motylem. Swoją drogą warto tu chwilę skupić się na tych delikatnych kwiatach. W konwencji ślubnej gipsówka już dawno wróciła do łask. Ozdabiamy nią kościół, salę weselną, a nawet tworzymy z niej bukiety ślubne i wianki dla panny młodej. Uzyskujemy tym samym niezwykle delikatną wręcz eteryczną dekorację. Kiedyś gipsówka (chociaż niestety ten trend w niektórych miejscach jeszcze nie minął) namiętnie była stosowana przez florystów jako wypełniacz do bukietów (osobiście tego nie znoszę) i przez to niedoceniana przez wielu. Chciałabym aby teraz powróciła i to nie tylko w kontekście ślubów. Świetnie sprawdzi się w dużym szklanym wazonie zarówno w skandynawskim, jak i minimalistycznym wnętrzu albo w ceramicznym dzbanku w rustykalnej kuchni.
O ślubie, jego planowaniu oraz problemach i radościach z tym związanych zapewne będę jeszcze pisać. Jednak dzisiaj zamierzam cieszyć się słońcem, zajadać arbuza i udać się na długi spacer z narzeczonym, zapominając na chwilę o stresie związanym ze ślubem.
Miłego dnia :)