Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koszyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koszyk. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 lipca 2018

podążając za modą

Więcej, więcej, więcej ... tutaj całkowicie możemy się rozbestwić i bez jakichkolwiek zahamowań poddać się modzie. Roślin w domu nigdy dość.
Uleganie modzie nie zawsze idzie w parze ze zdrowiem albo dobrym stylem, czasami naraża nas nawet na śmieszność. Gdyż trudno się leciutko nie uśmiechnąć na widok młodziutkich dziewczyn w futrzanych klapkach, które swoje wypełnione, metaliczne usta maczają
w prosecco i myślą, że teraz to już są naprawdę stylowe. Stylowe przez duże S:)
Jednak spokojnie tutaj śmieszność nam nie grozi, także nie ograniczajmy się, pozwólmy sobie na roślinne szaleństwo. Mamy przecież wspaniałe usprawiedliwienie dla naszych kompulsywnych zakupów kolejnych, zielonych przyjaciół.
Uwaga wyliczę:

- rośliny oczyszczają powietrze ze szkodliwych związków w tym formaldehydu i dymu papierosowego,
- nawilżają suche do granic możliwości w naszych domach powietrze
(uwaga trudne słowo: transpiracja),
- wydzielają TLEN!!!
- poprawiają samopoczucie poprzez zapach.
Kto z was nie pociera listków geranium i nie łaknie jego cytrynowego zapachu,
dla mnie to proste skojarzenie:
zapach geranium = czas spędzony u babci = szczęście,
-Zielony kolor roślin koi nasze oczy i nerwy.

Wymieniać można i więcej, przytaczając nawet naukowe publikacje, ale myślę, że tyle wystarczy na usprawiedliwienie przed naszymi współlokatorami kolejnego zielonego zakupu;)














czwartek, 21 czerwca 2018

czerwcowa sukienka

Nie szata zdobi człowieka.
Prawda, ale wnętrze zdobi już jak najbardziej. Ostatnio coraz częściej spotykam w sieci zdjęcia,
 w których jako element dekoracyjny w pomieszczeniu występują właśnie wyjątkowe, ciekawe, barwne ubrania. Najczęściej sukienki, gdyż wiążą się również z jakąś tęsknotą za tym co ultrakobiece, piękne w sposób oczywisty. Dodają nutkę romantyzmu.
U mnie tak na chwilę, bardziej w formie eksperymentu, pojawiła się bawełniana, letnia sukienka. Nowa, a już ukochana. Uważam, że pięknie wygląda w otoczeniu moich koszy i roślin. Nie będzie tu wisieć zbyt długo, gdyż ją akurat zdecydowanie wolę nosić niż podziwiać, ale sama mam w szafie takie cuda, których jeszcze nigdy nie włożyłam (chyba każda kobieta ma takie skarby) i może trzeba rozważyć ich wyeksponowanie. Kapelusze już wiszą :) Co będzie następne...














wtorek, 10 października 2017

historia jednego koszyka

To najlepszy dowód na to, że nasze wnętrzarskie łupy możemy znaleźć wszędzie. Mój koszyk potocznie w domu zwany purchawką lub bochenkiem zauważyłam przypadkiem w oknie jednej
z przycmentarnych kwiaciarni. Stał obok sztucznych kwiatów i zniczy. Rzucił mi się od razu w oczy, gdyż pasował tam jak przysłowiowy kwiatek do kożucha. Było to wieczorową porą, więc kwiaciarnia była już zamknięta. Kilka dni później kiedy przejeżdżałam w jej pobliżu autobusem, zauważyłam że koszyk nadal stoi w wystawowym oknie. W sekundę podjęłam decyzję o tym, że wysiadam na najbliższym przystanku i idę mu się przyjrzeć z bliska. Po przekroczeniu progu kwiaciarni doznałam lekkiego szoku, gdyż było tam po prostu wszystko. Mnóstwo malutkich, drewnianych figurek, misek, tajemniczych pudełek, a nawet bęben. Kwiaciarka była uroczą, starszą panią, która widząc moje zdziwienie i oczy jak dwa spodki zaczęła się tłumaczyć. Powiedziała, że nie umie sobie odmówić
i jak jest gdzieś w hurtowni albo na giełdzie to zawsze przywiezie jakiś śmieszny drobiazg. Okazała się wspaniałą rozmówczynią i długo jeszcze rozmawiałyśmy o jej zmarłym niedawno mężu, remoncie, po prostu o życiu.
Koszyk kosztował tylko 37 zł i stał się piękną ozdobą pokoju, a zabawki mojego psiaka znalazły wreszcie swoje miejsce:)






Pozdrawiam Jagoda:)

czwartek, 7 września 2017

Święta prawda

 - ale ty chcesz mieć taką ścianę jak wszyscy, czy ładną?
- no ładną,
- a no właśnie.

Święta prawda. 
Ten krótki dialog pomiędzy mną a siostrą (i to siostra jest tutaj tą mądrzejszą) to najlepsze odzwierciedlenie rozterek wnętrzarskiej maniaczki, która łatwo może się pogubić w nawale inspiracji. Zapomnieć o tym czego chce, z czym jej dobrze i popaść w pogoń za tym co modne. Siedzimy po uszy zanurzone w czasopismach wnętrzarskich i nałogowo przekopujemy instagramowe inspiracje.
Od ich natłoku można się pogubić, na chwilę stracić z oczu nasz cel. To w jakim wnętrzu chcemy żyć, jakimi przedmiotami i kolorami się otaczać, w czym najlepiej się czujemy. Czy nasza ściana naprawdę musi mieć odcień zieleni widoczny na wszystkich instagramowych profilach, czy może zostać przy żywszym, jaśniejszym kolorze, skoro czujemy się z nim bardzo dobrze.


 To co oglądamy, czym się inspirujemy nas kształtuje, kieruje naszymi decyzjami
i bardzo dobrze. Dzięki temu jesteśmy odważniejsi, bardziej kreatywni
i wprowadzamy do naszych polskich bloków więcej polotu i świeżości. Ale co jeżeli, inspiracja staje się wiernym kopiowaniem, kiedy kreatywność zaczyna być zwyczajnym powielaniem wzorca?
Granica jest bardzo cienka. 


Zanim zrobisz domową rewolucję prześpij się ze swoim nowym, szalonym pomysłem, który urodził się w twojej głowie pod wpływem genialnego zdjęcia w czasopiśmie. Może za parę dni ta zmiana nie będzie już taka nęcąca. Wiem jakie to trudne, bo sama jestem w gorącej wodzie kąpana, ale ta zasada naprawdę się sprawdza i warto się trochę wysilić. 



Mój salon, a właściwie lepiej się czuję nazywając go po prostu dużym pokojem, to wypadkowa wielu składowych. Tego co miałam już przed przeprowadzką, tego co upolowałam na serwisach internetowych i zwyczajnie tego na co było mnie stać. Całość ładnie łączy biel i kolor w dodatkach.
I tutaj biję się w pierś, bo jestem świadoma tego, że i u mnie można z łatwością dopatrzeć się powielanych wzorców. Najprostszy przykład: ikeowa poduszka, którą wdziałam już na milionach zdjęć, ale ją akurat uwielbiam i mam w nosie to, że nie wykazuję się tutaj jakąś wielką oryginalnością. Bliski mojemu sercu jest też modny ostatnio styl modern boho. W pokrewnych mu stylach zakochana jestem tak naprawdę już od wielu lat, ale wcześniej nie miałam odwagi wprowadzać ich do swojego wnętrza. Teraz zaczynam pomału przemycać delikatne, lecz charakterystyczne akcenty.
Także śmiało się inspiruję , ale równocześnie staram się zachować przy tym zdrową równowagę. Utrzymać w tym wszystkim siebie.
Reasumując ściana zostanie bez zmian:)

A teraz kończę ten mój wywód i po prostu zapraszam was na spacer po moim dużym pokoju.
















sobota, 16 lipca 2016

wakacje, odpoczynek i koszyk

Marzy mi się, och marzy...
trawa, słońce, koc i dobre czasopismo. 
Kiedyś razem, po pracy spędzaliśmy tak parę godzin w pobliskim rosarium, to były czasy:) 
Dzisiaj gonią nas inne, bardziej przyziemne obowiązki, ale od sierpnia szykuje się urlop i o ile nie pozwolę sobie na przedślubną gorączkę, to jest szansa na wypoczynek. 
Tutaj w mieście?
 A co też się da!
 Rano śniadanie na balkonie (w donicach oregano, rozmaryn, papryczki chili), potem rolki nad pobliskim jeziorem, po obiedzie pyszna kawa w  ulubionej kawiarni,  a wieczorem leżakowanie na kocu
(trzeba tylko znaleźć fajne miejsce).
Towarzyszyć mi będzie nowy koszyk (Biedronka 29,90 zł). Jestem bardzo zadowolona z tego zakupu, gdyż ostatnio przyciąga mnie wszystko co jest wykonane z naturalnych materiałów, a w szczególności wiklina, ratan i trawa morska. Po niewielkiej ingerencji (czytaj usunięciu paskudnego, sztucznego kwiatka, który rzekomo miał zdobić) koszyk towarzyszy mi na zakupach i dumnie stoi w przedpokoju inspirując do niewielkich zmian, ale o tym kiedy indziej. 
Życzę miłego weekendu i pozdrawiam J.