poniedziałek, 18 września 2017

makramowe szaleństwo

Najlepszy sposób na niepogodę - makrama,
kiedy zjada cię stres - makrama,
chcesz zabić nudę - makrama,
przyspieszyć czas - makrama,
zatrzymać się i pomyśleć chwilę - makrama.

Jak recepta na wszystko. Ja już ją przetestowałam i sprawdza się we wszystkich wymienionych powyżej przypadkach. Jedyny skutek uboczny robienia makramy to ból krzyża, ale to tylko do czasu, aż kupię sobie jakieś wysokie, składane krzesełko.
Wtedy to dopiero będzie się działo:)

Podczas robienia zdjęć (mimo kiepskiego światła, koniecznie chciałam wam je pokazać)
 asystował mi dzielnie nasz psiak Kodi. 
Ten to uwielbia być fotografowany, zdecydowanie ma parcie na szkło;)











czwartek, 7 września 2017

Święta prawda

 - ale ty chcesz mieć taką ścianę jak wszyscy, czy ładną?
- no ładną,
- a no właśnie.

Święta prawda. 
Ten krótki dialog pomiędzy mną a siostrą (i to siostra jest tutaj tą mądrzejszą) to najlepsze odzwierciedlenie rozterek wnętrzarskiej maniaczki, która łatwo może się pogubić w nawale inspiracji. Zapomnieć o tym czego chce, z czym jej dobrze i popaść w pogoń za tym co modne. Siedzimy po uszy zanurzone w czasopismach wnętrzarskich i nałogowo przekopujemy instagramowe inspiracje.
Od ich natłoku można się pogubić, na chwilę stracić z oczu nasz cel. To w jakim wnętrzu chcemy żyć, jakimi przedmiotami i kolorami się otaczać, w czym najlepiej się czujemy. Czy nasza ściana naprawdę musi mieć odcień zieleni widoczny na wszystkich instagramowych profilach, czy może zostać przy żywszym, jaśniejszym kolorze, skoro czujemy się z nim bardzo dobrze.
 To co oglądamy, czym się inspirujemy nas kształtuje, kieruje naszymi decyzjami i bardzo dobrze. Dzięki temu jesteśmy odważniejsi, bardziej kreatywni i wprowadzamy do naszych polskich bloków więcej polotu i świeżości. Ale co jeżeli, inspiracja staje się wiernym kopiowaniem, kiedy kreatywność zaczyna być zwyczajnym powielaniem wzorca? 
Granica jest bardzo cienka. 
Zanim zrobisz domową rewolucję prześpij się ze swoim nowym, szalonym pomysłem, który urodził się w twojej głowie pod wpływem genialnego zdjęcia w czasopiśmie. Może za parę dni ta zmiana nie będzie już taka nęcąca. Wiem jakie to trudne, bo sama jestem w gorącej wodzie kąpana, ale ta zasada naprawdę się sprawdza i warto się trochę wysilić. 



Mój salon, a właściwie lepiej się czuję nazywając go po prostu dużym pokojem, to wypadkowa wielu składowych. Tego co miałam już przed przeprowadzką, tego co upolowałam na serwisach internetowych i zwyczajnie tego na co było mnie stać. Całość ładnie łączy biel i kolor w dodatkach.
I tutaj biję się w pierś, bo jestem świadoma tego, że i u mnie można z łatwością dopatrzeć się powielanych wzorców. Najprostszy przykład: ikeowa poduszka, którą wdziałam już na milionach zdjęć, ale ją akurat uwielbiam i mam w nosie to, że nie wykazuję się tutaj jakąś wielką oryginalnością. Bliski mojemu sercu jest też modny ostatnio styl modern boho. W pokrewnych mu stylach zakochana jestem tak naprawdę już od wielu lat, ale wcześniej nie miałam odwagi wprowadzać ich do swojego wnętrza. Teraz zaczynam pomału przemycać delikatne, lecz charakterystyczne akcenty.
Także śmiało się inspiruję , ale równocześnie staram się zachować przy tym zdrową równowagę. Utrzymać w tym wszystkim siebie.
Reasumując ściana zostanie bez zmian:)

A teraz kończę ten mój wywód i po prostu zapraszam was na spacer po moim dużym pokoju.
















poniedziałek, 4 września 2017

makrama


Z makramą jest tak, że im dłużej jej się przyglądasz, tym bardziej ci się podoba, a kiedy podejmiesz się już wyzwania zrobienia własnej makramy, wpadasz jak śliwka w kompot. Od razu chcesz robić kolejną. Dlatego szczerze chcę was teraz przed tym przestrzec, jeżeli spróbujecie to wpadniecie
w nałóg. Ciężko i długo się z tego wychodzi, niektórym nie udaje się nigdy!
Także wszelkie próby podejmujecie na własną odpowiedzialność, ja was przestrzegałam. 
Dla mnie już nie ma ratunku, ale wy możecie się jeszcze przed tym uchronić. 
A teraz lecę po kolejny sznurek;)

Tymczasem zapraszam do obejrzenia mojej własnej, pierwszej makramy.












sobota, 26 sierpnia 2017

Chyba mi palma odbiła

Odbiła mi palma, mam fioła, totalnego bzika, jestem całkowicie
zakręcona na punkcie... roślin. 
Codziennie namiętnie oglądam urban jungle i się zachwycam. Wieczorem nie mogę zasnąć, bo gdy zamykam oczy to pod powiekami majaczą mi liście bananowca. Marzę o kolejnych roślinach
i wiszących kwietnikach. Jeszcze nigdy tak absolutnie nie wsiąknęłam w jakąś wnętrzarską modę. Dlaczego tym razem jest inaczej? Bo rośliny w domu to samo dobro. Oczyszczają powietrze, wpływają na nas kojąco, sprawiają, że wnętrza stają się przytulne, a do tego ich pielęgnacja i uprawa to prawdziwa frajda. Nic tak bardzo nie cieszy jak roślina wyhodowana od nasionka, ewentualnie sadzonki.
Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie polowała na okazje i tak ostatnio trafiłam na palmę kokosową za 29 zł (Kaufland).
Pięknie wygląda w pokoju, dla mnie stanowi jakby jego dopełnienie. 
Jednak to jeszcze nie koniec, przecież muszę upolować bananowca ;) i jeszcze chciałabym te piękne wiszące kuleczki, czyli starca i pileę i figowca i ... wiele innych.
Ach:)






pozdrawiam J.

wtorek, 22 sierpnia 2017

lustereczko powiedz przecie...

Apetyt rośnie w miarę jedzenia, to znana wszystkim prawda i ze mną jest tak samo. Zrobiłam już dwa lusterka dmuchawce i poczułam się trochę pewniej. Szybko zapomniałam o poparzonych klejem na gorąco palcach, pobrudzonym stole i dwóch zniszczonych lusterkach.
 Także ochoczo zabrałam się do kolejnego rękodzieła. Odpaliłam tv, zrobiłam dobrą herbatę
 i po dwóch godzinach trudu i walki z materią powstało małe, śliczne lustereczko i chociaż palce znowu poparzone, to jestem bardzo zadowolona z efektu.
Zostało mi jeszcze trochę lusterek i kilka zdrowych palców, więc nie jest to jeszcze temat zamknięty.



Do zrobienia lusterka wykorzystałam ozdobę do kwiatów w formie skręconego patyczka. Po jego rozpleceniu uzyskałam spiralę, którą pocięłam na małe półpierścienie. Następnie do wyciętej na kształt lusterka tekturki przykleiłam je klejem na gorąco w dwóch warstwach. Na wierzch przykleiłam lusterko, zakupione kiedyś w PEPCO. Wokół brzegu lusterka przykleiłam wygięty
i opleciony naturalnym sznurkiem patyczek, który zasłonił ewentualny wyciek kleju.

Tak wygląda rozpleciona ozdoba do kwiatów, dostępna kiedyś w Ikei.



A to wcześniejsze dzieła ;)