poniedziałek, 15 stycznia 2018

żegnamy czerń, witamy zieleń

Tak wiem, nadal wymaga dopracowania.
Zapewne zauważyliście wszystkie niedociągnięcia, ale specjalnie ich teraz nie wyliczę, aby nie  zwracać na nie waszej uwagi. Jestem ich świadoma i już wkrótce je poprawię.
Obiecuję:) Jedak najważniejsze już za mną, a mianowicie zmiana koloru.
 CZERŃ ZNIKNĘŁA!!!
I tutaj wszyscy słyszymy fanfary na cześć nowego koloru, a właściwie kilku kolorów, bo na szafce mamy jasną szarość, niebieskawą szarość i szarawą zieleń:)
O tym, że zabrałam się za przemalowywanie szafki w przedpokoju pisałam już kilka postów wcześniej, to moja pierwsza przerabiana szafka z płyty. Bałam się czy farba będzie dobrze trzymać, ale po delikatnym zeszlifowaniu i kilku cienkich warstwach farby do drewna i metalu, jest odporna na zarysowania. Przyznam szczerze, że to była chyba moja najdłuższa metamorfoza mebla, farba bardzo długo schła i wszystko zajęło wiele dni, ale było warto. Nowe kolory mnie urzekły i mam ochotę dalej odmieniać mój troszkę pomijany dotychczas przedpokój.






czwartek, 4 stycznia 2018

w przedpokoju

To wizytówka mieszkania, każdy widzi to pomieszczenie jako pierwsze i tak naprawdę jest,
a przynajmniej być powinno zapowiedzią tego co czeka nas dalej. Chciałabym żeby i mój był spójny
z resztą mieszkania, ale przez długi czas był moją zmorą.
Przedpokój czyli zazwyczaj ciemna, wąska kiszka pełna szaf i pawlaczy.
Mój pasuje do powyższego opisu, chociaż i gorsze widziałam, takie w których buty zmieniamy pojedynczo, bo cztery nogi to już o dwie za dużo na tę przestrzeń.
U mnie to nawet i cztery osoby mogą sobie wiązać sznurówki, więc w sumie na co ja narzekam?!
Oj ja niewdzięczna.
Ostatnio poczyniłam małe kroki, dzięki którym ten potworek troszeczkę bardziej pasuje do reszty.
Przemalowałam szafkę na buty z czarnej na szaro-zieloną i już się jakoś jaśniej i milej zrobiło. Teraz na ścianie powiesiłam przecudnej urody kwietniki wykonane przez moją siostrę, tak i ją zaraziłam makramowym szaleństwem, swoją drogą rozprzestrzenia się to szybciej niż zeszłoroczna jelitówka;)
W kwietnikach pojawił się kaktus (oczywiście) i aloes. Światła w  przedpokoju niewiele, ale te wiszą na wprost drzwi do dużego pokoju i dzięki temu dają radę. Kwietniki byłyby idealną kropką nad
i wieńczącą moją pracę, ale tak naprawdę do pełnej satysfakcji jeszcze mi daleko.
Na liście rzeczy do zrobienia jest np. szafa na kurtki. To jakaś straszna zołza jest, no uwzięła się na mnie i koniec. Nie dość, że to brzydkie to jeszcze bardzo złośliwe. Drzwi się wiecznie zacinały,
a ostatnio kiedy się z nią siłuję to wypadają.
Klosz lampy też mógłby być bardziej efektowny, coś dekoratorsko ambitniejszego by się przydało,
no i może fajny plakat, bo kolejna makrama to już świadczyłaby o jakimś zaburzeniu, co nie?
A może nie? ;)








środa, 27 grudnia 2017

Ćma

Już po świętach:)
Ja moje spędziłam bardzo owocnie, gdyż nie tylko spotkałam się z najbliższymi i zjadłam mnóstwo pyszności, co teraz trochę odpokutuję, ale również zebrałam siły i znalazłam czas na moje małe makramowe co nieco:)
W pierwszy dzień świąt kiedy jeszcze wszyscy smacznie spali poczułam silną potrzebę tworzenia, także zapas sznura w domu i kolekcja zbieranych na spacerze badyli, przydała się w nagłym ataku niepohamowanej kreatywności.
Kiedy tworzę moje makramy, nie mam żadnego planu co do efektu końcowego. Wzory układam spontanicznie, dobierając je na bieżąco. Dlatego czasem, jak i w tym przypadku, dopiero po kilku ostatnich dotknięciach, dostrzegam makramę jako całość i nieraz jestem mocno zaskoczona efektem końcowym. Nazwanie makramy nie sprawia mi wówczas żadnego problemu. Pod koniec dnia ćma sama ukazała się moim oczom.
Co o niej myślicie?







sobota, 9 grudnia 2017

generalnie jest okey

Wszystko naraz.
 Nie wiem co mi się ostatnio dzieje, ale podejmuję się zbyt wielu działań w jednym czasie i trochę się pogubiłam. Na szczęście wzięłam głęboki oddech i pomału wychodzę z tego chaosu. 
Szafki w przedpokoju skończone, stolik zeszlifowany w 50 % (tutaj duże ograniczenie stanowi dla mnie czas i sąsiedzi, dlatego nie hałasuję dłużej niż 30 minut dziennie) makrama skończona dzisiaj  rano. Moje dwie pierwsze makramy znalazły nowy dom i zrobiło mi się miejsce na kolejne makramowe szaleństwa ;)
Już  niedługo pokażę wam efekty mojego szaleństwa, ale teraz złoty detal, który znalazł się
w naszej sypialni, bo generalnie jest okey:)




niedziela, 26 listopada 2017

Sen

Miałam sen, to był piękny sen...
Ostatnio wstałam rano jak zawsze o 5.30 i nie mogłam się powstrzymać żeby nie opowiedzieć mężowi co mi się przyśniło: 
- Kochanie miałam niezwykły sen, biegłam na przystanek autobusowy i nagle dziwnym trafem znalazłam się na targowisku, a tam taki wielki stragan pełen kwiatów doniczkowych i pomiędzy nimi znalazłam taką marniutką monsterę dziurawą, biedna była, taka blada i zasuszona. Pytam sprzedawczynię po ile, a ona, że 60 zł. Pomyślałam sobie, że to absurd, ale i tak ją wzięłam, nie umiałam sobie odmówić. 
Na to mój mąż zaspany pyta:
- a to był dobry sen czy koszmar?
Ręce opadają. 
Potem dziwnym trafem przeglądając gazety, instagrama cały czas na nią trafiałam i czułam się taka zawiedziona tym, że po przebudzeniu nie miałam jej w swoich rękach. Wreszcie uznałam, że czas zakończyć moje męki, przecież ewidentnie ciągle dostaję znaki, jakby cały świat ten realny
i nierealny krzyczał: kup sobie dziewczyno w końcu monsterę dziurawą i ciesz się życiem! 
no więc kupiłam i się cieszę ;)
PS kosztowała 17 zł :)